Odzyskaj pieniądze z polisolokaty

Polisolokata

Poliso-lokaty to twory stanowiące połączenie zwykłej polisy na życie z lokatą, na której z założenia gromadzone miały być i pomnażane oszczędności. Umowę konsument (ubezpieczony) zawierał z ubezpieczycielem, zobowiązując się do opłacania miesięcznej, kwartalnej, czy też rocznej składki. Część składki były pobierana na ubezpieczenie na życie, część inwestowana w akcje, obligacje, czy inne fundusze kapitałowe.

Likwidacja polisolokaty

Wszystko wyglądało ładnie i pięknie, do momentu, w którym przykładowy Kowalski chciał poliso-lokatę zlikwidować. Dopóki opłacał składki, ubezpieczyciel zapewniał go o pomnażaniu zysku, jednakże, gdy pojawiło się magiczne słowo „likwidacja” okazywało się, że Kowalski tracił nawet cały wkład, którego dokonał na poczet polisolokaty. Powodem tego były postanowienia ogólnych warunków umowy zawierające tzw. opłaty likwidacyjne. W niektórych towarzystwach ubezpieczeń opłata likwidacyjna w pierwszych latach trwania umowy równa była nawet 100% wpłaconego kapitału. „Bezkarne” wyciągnięcie ulokowanych na polisolokacie pieniędzy było możliwe zazwyczaj po 10-12 latach regularnego opłacania składek. Co ważne, do zerwania umowy dochodziło często z powodu braku terminowego opłacenia składki, bo np. ubezpieczony o niej zapomniał, wyjechał, lub stracił pracę i chwilowo nie był w stanie realizować swoich zobowiązań. Już na kilka dni po upływie terminu wpłaty kolejnej „raty”, umowa stawała się rozwiązana, a konsument tracił wszystko lub prawie wszystko, co zdążył odłożyć. Kwoty te niekiedy można było liczyć w setkach tysięcy złotych.

Sądy po stronie konsumentów

Nie mogło być inaczej. Zbulwersowani konsumenci zaczęli szukać sprawiedliwości wśród organów państwa. Sprawą zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, stojąc na stanowisku, że postanowienia umów nakładające na konsumentów opłaty likwidacyjne za zerwanie umowy są niezgodne z prawem. Ubezpieczyciele bronili się zasadą swobody umów. Przecież Kowalski wiedział, czytając umowę, że taka opłata będzie naliczona. Nikt przed nim tego nie zatajał. Ale skoro nie przeczytał umowy, to nie można obciążać tym ubezpieczyciela. Urzędu, ani później Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie przekonała jednak ta argumentacja. Ostatecznie opłaty likwidacyjne uznane zostały za klauzule niedozwolone, a setkom tysięcy osób „nabitym w butelkę” otworzyło to możliwość dochodzenia zwrotu bezprawnie zabranych pieniędzy.

Nie odzyskasz pieniędzy bez walki

Pomimo korzystnego dla konsumentów wyroku Sądu (już prawomocnego), nie otrzymają oni zwrotu niesłusznie pobranych opłat likwidacyjnych „z automatu”. Logiczne jest bowiem, że żaden ubezpieczyciel nie wypłaci nagle od tak kilku milionów złotych swoim byłym klientom. O pieniądze musimy się upomnieć. Możemy oczywiście pisać do ubezpieczyciela pisma, z prośbą zwrotu zagarniętej gotówki, jednak zazwyczaj nic to nie daje. Ubezpieczyciel zdaje się nie pamiętać o wspomnianym, bardzo ważnym wyroku Sądu. Dlatego też dochodzić swych praw trzeba przed Sądem. Sprawy te nie ciągnął się latami, a wręcz przeciwnie, często „załatwiane” są na jednej rozprawie. Grunt jednak to dobrze sformułowany pozew, który jako laicy w zakresie prawa powinien być sporządzony przez profesjonalistę, najlepiej specjalizującego się w tego typu sprawach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>