Inwestor brzmi dumnie

Określenie „inwestor” brzmi dumnie. I bogato. Ma posmak wielkich pieniędzy. Nasuwa skojarzenia z Wall Street, rzędem ekranów, na których wyświetlają się notowania spółek od Tokio po Nowy Jork, eleganckimi garniturami, luksusowymi samochodami i przyjęciami… No, naturalnie w tej wizji jest także miejsce dla pięknych kobiet.

To wizja onieśmielająca

Większość z nas ma wrażenie, że to inny, bajkowy świat, do którego nie mamy dostępu. Po pierwsze, brakuje nam gigantycznych pieniędzy, które nieodmiennie kojarzą się ze słowem „inwestor”. Po drugie, brakuje nam wiedzy. Większość z nas sądzi, że to wiedza nieomal tajemna, dostępna tylko nielicznym, swego rodzaju „kapłanom mamony”.

Tymczasem…

Tymczasem aby zostać inwestorem, wcale nie trzeba być Warrenem Buffetem, ani nawet dziedzicem wielkiej fortuny. Wystarczy tylko trochę samozaparcia, analizy rynku usług finansowych, systematyczności i determinacji. Oczywiście, nie uczyni nas to od razu milionerami, ale przynajmniej zapewni spokojniejsze myślenie o przyszłości. Bo jeśli mamy trochę odłożonych pieniędzy, to o nadchodzących latach myślimy z dużo większym optymizmem.

Fakty

Żeby stać się inwestorem nie potrzebujemy wcale wielkich pieniędzy. Wystarczą małe kwoty, byle tylko odkładane systematycznie. Zaraz do tego wrócimy. Teraz zastanówmy się nad wiedzą, która, rzeczywiście, jest do inwestowania niezbędna. Ale aby stać się inwestorem nie musimy kończyć najlepszych światowych uczelni ekonomicznych. Nie musimy przez lata zdobywać doświadczenia. Nie musimy także, wbrew temu co serwują nam hollywoodzkie firmy, codziennie spędzać wielu godzin przed monitorami obserwując notowania spółek w Hongkongu, Szanghaju, Londynie, Paryżu i Frankfurcie. Oczywiście, jeśli jesteśmy absolwentami London School of Economics, albo którejś z uczelni zaliczanych do amerykańskiej Ivy Leaque, na przykład Harvardu, a choćby tylko warszawskiej SGH, to nam nie zaszkodzi, ale… Wystarczy, że nasze pieniądze będziemy inwestowali poprzez fundusze inwestycyjne.

Wybór w Polsce mamy bogaty, nie ma więc problemu

Inwestując za pośrednictwem funduszy nijako „kupujemy” wiedzę i doświadczenie zarządzających. To na ich barki zrzucamy konieczność ślęczenia przed monitorami, obserwowania tych wszystkich Szanghajów i Londynów, rozmawiania z zarządami spółek, czytania nudnych i obszernych raportów finansowych, uczestniczenia w jeszcze nudniejszych i jeszcze bardziej nużących konferencjach inwestycyjnych. My cały ten czas możemy ze spokojem spędzić na rzeczach naprawdę interesujących – obejrzeć mecz Bayernu Monachium, w którym Lewandowski strzela dwie albo i trzy bramki, możemy pokibicować męczarniom Radwańskiej w jej pojedynku z Sereną Williams, albo i samemu pobiegać po korcie, pójść na koncert lub spacer z rodziną. Mamy czas, bo do inwestowania wynajęliśmy specjalistów.

Teraz pieniądze

Wielkie nie przeszkodzą, ale równie dobrze możemy zacząć naszą przygodę z rynkiem kapitałowym od mniejszych kwot. To nawet lepiej. Dzięki temu czujemy się bezpieczniej, pewniej – wkroczyliśmy wszak na nieznany grunt, a w takim wypadku ostrożność jest cnotą – i zdobywamy doświadczenie, które z czasem będzie procentowało.

Bogata oferta funduszy inwestycyjnych pozwala zacząć inwestować naprawdę małe pieniądze. I dobrze na tym wychodzić. Możemy to robić nawet odkładając co miesiąc zaledwie 100 zł. Śmieszne? Nie bardzo. Wyobraźmy sobie 35-latka, który zdecydował się oszczędzać na emeryturę, przerażony informacjami na temat wydolności polskiego systemu emerytalnego. Przyjmijmy dość bezpieczne założenie średniorocznej stopy zwrotu na poziomie 4%. Po trzydziestu latach nasz dzisiejszy 35-latek będzie dysponował kapitałem sięgającym 70 tysięcy zł. Jak to możliwe? Poza oprocentowaniem, w naszym założeniu niewielkim, zadziała siła procentu składanego. Jeśli kwotę 100 zł zwiększymy dwukrotnie, co też przecież nie jest wielkim obciążeniem dla budżetu, uzbierany kapitał urośnie do blisko 140 tysięcy zł, zaś przy 500 zł miesięcznie będzie to już blisko 350 tysięcy złotych. Sporo.Właśnie – 500 zł.

500 plus

Dzisiaj, po wprowadzeniu programu 500 plus, magiczna liczba. Polscy inwestorzy mają do dyspozycji wiele funduszy, które właśnie na 500 zł ustaliły „próg wejścia”. Przykładem są choćby fundusze KBC Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych SA. Ta firma, dysponująca bardzo dobrym, stabilnym zespołem zarządzającym, jest zaliczane do największych spółek zarządzania funduszami na polskim rynku. KBC TFI należy do belgijskiej grupy finansowo-ubezpieczeniowej, która – wraz z partnerami – zarządza aktywami 11 milionów klientów o łącznej wartości 240 mld euro! Fundusze KBC TFI dają początkującemu inwestorowi możliwość przebierania w ofercie niczym w ulęgałkach. Firma oferuje między innymi Indywidualne Konta Emerytalne, Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego, ale fundusze KBC to także produkty akcyjne i fundusze rynku pieniężnego. Więc zacznijmy wreszcie z naszymi pieniędzmi robić coś sensownego!
Andrzej Matuszewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>